Aktualności
Nasi absolwenci zawsze pierwsi!
Poniżej rozmowa przeprowadzona z Danielem Mizerą, tuż po powrocie z wyprawy.
1. Kiedy dokładnie zaczęliście wyprawę, kiedy zakończyliście?
Wyjazd 7 kwietnia 2010, powrót 3 czerwca 2010, 24 maja byliśmy na szczycie.
2. Czy wszystko poszło zgodnie z planem ?
Nic nie poszło zgodnie z planem, przygotowywaliśmy się z mamą pół roku tremując codziennie po kilka godzin i oboje stwierdziliśmy że było to o pół roku za krótko.
Nigdy nie byłem jeszcze tak długo na górze, te 2 miesiące wykończyły mnie psychicznie i fizycznie (straciłem na wadze 14 kg.) , niesamowite odległości które pokonywaliśmy z plecakami wspinając się były bardzo niebezpieczne, do tego cały czas miałem czapkę na głowie i nawet podczas snu się z nią nie rozstawałem. W nocy temperatura spadała ok. – 30 albo i więcej. Natomiast w dzień nie można było nawet na chwile wystawić się do słońca bo na takich wysokościach momentalnie człowiek dostał by poparzeń co przytrafiło się sporej części ekipy z którą się wspinałem jak i mi samemu.
Brak cywilizacji jaki miał tam miejsce powodował że nasze marzenia jak i pragnienia były związane z np. niemożnością wzięcia prysznica, spania w wygodnym łóżku, ciepła, dobrego jedzenia itp. To były nasze największe pragnienia, których brak doprowadzał po jakimś czasie do dziwnych zachowań.
Statystyki: w roku 2010 od strony Tybetu wchodziło 100 alpinistów z czego tylko połowa zdobyła szczyt Everest, 5 osób zginęło.
3. Czy zdarzyło się coś wyjątkowego, nieplanowanego ?
Mieliśmy masę wypadków takich jak:
- pożar w namiocie łączności, uratowaliśmy namiot w porę tylko dzięki temu że jeden członek naszej ekspedycji w porę dostrzegł płomienie, gdybyśmy stracili ten namiot zostalibyśmy bez możliwości korzystania z Internetu, ładowania urządzeń elektronicznych czy oglądania telewizji. Było to jedyne miejsce tego typu i tylko w jednej bazie ( BC – 5.200 m. n. p. )
- ja miałem swój koszmar pod prysznicem ( BC – 5.200 m. n. p. ) gdy poszedłem się wykąpać zamknąłem się szczelnie w małym namiocie do tego przeznaczonym na dwóch palnikach gazowych zagrzałem wodę i zacząłem się myć po chwili złapał mnie ostry kaszel w pierwszej sekundzie pomyślałem że to normalna rzecz ale po 10 sekundach upadłem na ziemie nie mogłem się ruszyć, robiło mi się ciemno przed oczami, ręce trzęsły mi się jak galareta. Kątem oka dostrzegłem że ogień pod dwoma palnikami zgasł a ja zatruwam się gazem. W akcie oszołomienia pomieszanego z desperacją ostatnimi chwilami przytomności doczołgałem się do zamka i konwulsyjnym szarpnięciem otworzyłem go na tyle żeby wystawić głowę na zewnątrz. Po tym epizodzie lekarz zafundował mi kuracje tlenową i na szczęście dla mnie następnego dnia mieliśmy dzień restowy bo gdybyśmy mieli iść wyżej to ja bym odpadł bo bardzo osłabił mnie ten prysznic.
- moja mama miała bardzo wielkie problemy z zejściem ze szczytu, schodziła tak wolno że wszyscy zastanawiali się czy w ogóle da rade zejść, mi przez radio powiedziano że prawdopodobnie stracę matkę a jak chciałem zawrócić po mimo to usłyszałem od grupy że obecnie dzieli mnie od niej 35 h marszu i jest to samobójstwo z mojej strony poza tym nie mam tlenu. To były moje najgorsze chwile niepewności czy moja mama to przeżyje, nigdy niebawem się tak bardzo. Teraz jak ktoś by mi oferował milion złotych. To bym się tam nie wybrał drugi raz.
- jedna osoba z ekipy 100 m. od szczytu musiała zawrócić bo zamarzło jej oko i nic na nie nie widziała a do tego miała problem z błędnikiem i co chwile przewracała się na tę samą stronę
- jeszcze inna osoba także od nas z ekipy straciła widzenie w obu oczach na samym szczycie i prawdopodobnie poniosła by śmierć gdyby nie nasz irlandzki przewodnik który miał na imię Noe i kazał się złapać swojego plecaka i tak schodzili a jak były ostre momenty wspinaczkowe to brał tą osobę na plecy i zjeżdżał razem z nią.
- było kilka odmrożeń u nas w grupie ale na szczęście niezbyt poważne, ludzie z innych ekip mieli masę różnych odmrożeń ciała.
- w ataku szczytowym po drodze widziałem 2 trupy wyglądające jak by tylko na chwile ktoś przysypał usiadł bądź się położył i zaraz miał wstać i iść dalej, do tego gdy zrobiłem sobie przerwę na kubek herbaty, odwróciłem się bo wydawało mi się że coś dostrzegłem i faktycznie ze śniegu wystawała ręka, widok dla mnie bardzo upiorny, bo wcześniej nie widziałem takich rzeczy jak zamarznięte ciała na wyciągniecie ręki, grupa która szła dzień wcześniej (podzieliliśmy się na dwa zespoły) widziała 8 trupów bo jak myśmy szli to całą noc padał śnieg i część na moje szczęście przysypał.
- nasza grupa przez trudne warunki pogodowe czyli śnieg i wiatr szła na szczyt 11godzin. a na 12 godzin mieliśmy tlen, jedna godzina w zapasie to tyle co nic więc już to było bardzo ryzykowne.
- dzień po nas schodzili po pewnym bardzo trudnym odcinku dwaj Szwajcarzy i pech chciał że zeszła lawina jednego odnaleziono całkowicie połamanego a drugi się nie znalazł.
4. Czy mieliście chwile zwątpienia ?
Miałem kilka takich chwil i sądzę że wszyscy je mieli, idąc nawet z tlenem człowiekowi się wydaje że się dusi i ma ochotę zerwać maskę z głowy by złapać powietrze i tak całą drogę na szczyt. Wewnętrznie walczyłem sam ze sobą by opanować to pragnienie, dzięki temu że wcześniej nurkowałem to sprawiło że powolutku mogłem iść dalej. Widziałem kilka osób które nie poradziły sobie z powstrzymaniem i w akcie rozpaczy zrywali maskę tlenową i się dusili, tracili przytomność.
Pod sam koniec blisko szczytu w głowie miałem tylko słowa (poddaj się, nie wchodź dalej bo skończysz jak ten człowiek który leży zamarznięty pół metra od ciebie, nie warto wejść na szczyt by nie dać rade zejść) Gdy uwierzyłem, że zawrócenie to jedyna droga by wyjść żywo z tamtej sytuacji, odwróciłem się by zacząć schodzić ale nie byłem w stanie zrobić kroku w dół wiedząc że nie osiągnąłem celu. Wszystko co robiłem przez ostatnie długie miesiące poszło by na marne, tyle wyrzeczeń mnie kosztowało by dojść do miejsca pod samym szczytem i zawrócić – NIE!
Nawet za cenę życia ale się nie poddam, dam rade, nie zawiodę Cię Ojcze św. pamięci. Gdy pogodziłem się z faktem że prawdopodobnie zabraknie mi sił by wrócić, wtedy obróciłem się z powrotem w stronę szczytu i kontynuowałem przerwaną wspinaczkę.
5. Co było najtrudniejsze ?
Każdy dzień i każda minuta była trudna do przetrwania, człowiek ledwo oddycha na takiej wysokości, nawet jeśli je to organizm nie pobiera z pokarmu substancji odżywczych. Z dnia na dzień czułem się coraz słabszy i słabszy.
Atak szczytowy : do bazy ostatniej na 8.300m.n.p. dotarłem po 7 h ostrej wspinaczki byłem niesamowicie wyczerpany bo od kilku dni codziennie pokonywaliśmy koszmarne przejścia między obozami niosąc cały czas plecak oraz butle tlenową, nie jadłem od 3 dni. Namiot w bazie był ustawiony na takiej stromiźnie że nie dało się w nim leżeć można było tylko siedzieć, więc na wpół przytomny przeczekałem 5 godzin do 10 wieczorem. O umówionej godzinie wyszedłem przed namiot i spotykając się z moją ekipą zaczęliśmy wspinaczkę na szczyt dotarliśmy do niego o 9:00 nad ranem, na wierzchołku świata przebywałem 45 minut po czym zacząłem schodzić. W docelowej bazie byłem dopiero o 7:00 wieczorem.
6. Co dalej, plany, wyprawy, marzenia ?
Za niedługo jeśli moja mama dostanie urlop w pracy, a ja nie będę mieć zaległości na uczelni planujemy wyjazd na piramidę Carstensza – Nowa Gwinea oraz górę Kościuszki w Australii. W najbliższych latach czyli za rok lub dwa chcieliśmy wybrać się także na Winsona na Antarktydzie. Jeśli to się nam uda skończymy Koronę Ziemi i oprócz bycia najmłodszym polakiem, który zdobył Everest będę także najmłodszym polakiem który zdobył Koronę Ziemi. Obecnie jesteśmy jedynymi na świecie osobami które zdobyły Everest jako „matka i syn”
Jakie następne przedsięwzięcia będę realizować jeśli to uda mi się spełnić jeszcze do końca nie wiem, ale nie brakuje mi pozytywnie zakręconych marzeń do spełnienia.
Np. podróż do Nowego Yorku wypożyczenie tam Harleya i przejazd na drugie wybrzeże do Kalifornii.
Np. podróż z Moskwy, aż do Pekinu koleją transsyberyjską.
Rozmawiał D.H.
(Pan Daniel Mizera jest absolwentem studiów licencjackich
w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu, aktualnie student
studiów magisterskich, specjal. doradztwo finansowe)
Przedstawiamy również fragment artykułu pod tytułem:
"Razem po Koronę Ziemi"
Takiej pary himalaistów Mount Everest nigdy dotąd nie gościł. Małgorzata Pierz-Pękala i Daniel Mizera z Zakopanego to pierwsza mama z synem, którzy razem stanęli na dachu świata.
I choć po zejściu do bazy u stóp góry przysięgali, że już dość i że od tej pory wieczorami będą siedzieć w fotelu przed telewizorem, po powrocie do domu zaczęli planować kolejną wyprawę.
Pani Małgorzacie i jej synowi Danielowi, by skompletować Koronę Ziemi, pozostaje zdobycie jeszcze tylko dwóch szczytów.
- Nie jesteśmy profesjonalnymi alpinistami - przyznaje 52-letnia Małgorzata Pierz-Pękala z Zakopanego, która na co dzień prowadzi biuro usług księgowych. - Ale lubimy góry i sporo po nich chodzimy - dodaje.
Razem z synem zdobyła kilka najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów: Mont Blanc, Kilimandżaro, Aconcagua, Elbrus, McKinley. Do kompletu, czyli Korony Ziemi, brakuje im tylko dwóch. W małym paluszku mają też Tatry. I pewnie wciąż by po nich chodzili, gdyby nie koleżanka, która kilka lat temu rzuciła:
- Wszystko już w naszych górach zdeptałaś, powinnaś iść gdzieś indziej - usłyszała Małgorzata. Od tej pory zaczęła planować wejście na Mont Blanc. Gdy usłyszał o tym jej syn Daniel, wtedy 16-latek, uparł się, że on też chce iść. I tak zaczęło się rodzinne zdobywanie najwyższych szczytów wszystkich kontynentów.
Daniel po górach chodził, odkąd pamięta. Popróbował też wspinaczki. A poza tym uwielbia sport, nie tylko w górskim wydaniu. Jeździ na nartach, trenuje dżudo, a ostatnio ma nową pasję - latanie na paralotniach.
Gdzieś po drodze przewinęło się jeszcze skakanie ze spadochronem. Choć nigdy nie należał do osób, którym brakuje kondycji, to pierwsza poważna wyprawa w wysokie góry, ta na Mont Blanc, okazała się trudna. - Było ciężko - wspomina Daniel.
Zamiłowanie do sportu i do gór narobiło Danielowi trochę problemów. Wyprawę na Aconcaguę przypłacił kłopotami z edukacją. Musiał zrezygnować ze studiów po pierwszym semestrze ekonomii na Uniwersytecie Szczecińskim.
- Nie udało się przełożyć jednego egzaminu, uczelnia nie chciała mi iść na rękę - opowiada. Przeniósł się więc na prywatną, gdzie udało mu się dostać indywidualny tok nauczania, stypendium sportowe i niższe czesne. Dziś 24-letni Daniel jest na V roku ekonomii.
Cały artykuł przeczytasz na serwisie Onet.pl: http://adrenalina.onet.pl/alpinizm/razem-po-korone-ziemi,1,3240833,artykul.html
Autor: Edyta Tkacz
Źródła: Polska The Times






Miło nam również poinformować, że Pan Daniel Mizera zakwalifikował się jako jedna z dwóch osób ze Szczecina na rejs żaglowcem Fryderyk Chopin, który w trzymiesięcznym rejsie odwiedzi 19 portów Europy promując Polskę i muzykę Chopina. Załogę żaglowca stanowią studenci z całej Polski wyłonieni w specjalnym konkursie. Pan Daniel obiecał nam relację z rejsu.

Pan Daniel Mizera zdobył najwyższy szczyt Ziemi Mount Everest (8850 m n.p.m.). Położony jest w Himalajach Wysokich (Centralnych), na granicy Nepalu i Chin (Tybetu). Do roku 1865 nosił nazwę Szczyt XV, nadaną przez Indyjską Służbę Topograficzną. W roku 1865 na cześć walijskiego geodety i kartografa sir George'a Everesta, który zainicjował prace nad mapą Indii, nadano szczytowi nazwę Mount Everest. Po tybetańsku nosi imię Czomolungma czyli Bogini Matka Śniegu lub Bogini Matka Ziemia, po nepalsku Sagarmatha czyli Czoło Nieba. Często jest nazywany również Dachem Świata.

Polskie wejścia
- Pierwszym Polakiem na szczycie Everestu była Wanda Rutkiewicz, zdobyła go jako pierwsza Europejka i trzecia kobieta na świecie 16 października 1978 roku.
- 17 lutego 1980 Polacy – Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki – członkowie ekspedycji pod kierownictwem Andrzeja Zawady dokonali pierwszego zimowego wejścia na szczyt. Na szczyt weszli też wiosną Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka, wytyczając nową drogę południowym filarem.
- 1989 – Eugeniusz Chrobak, Andrzej Marciniak,
- 1993 – Maciej Berbeka,
- 1994 – Ryszard Pawłowski,
- 1995 – ponownie Ryszard Pawłowski, Piotr Pustelnik,
- 1999 – Jacek Masełko, Tadeusz Kudelski, Ryszard Pawłowski – trzecie wejście,
- 2000 – Anna Czerwińska,
- 2005 – Marcin Miotk – pierwsze polskie wejście bez tlenu,
- 2006 – Janusz Adamski, Tomasz Kobielski, Martyna Wojciechowska, Dariusz Załuski pod kierownictwem Bogusława Ogrodnika,
- 2007 – Marian Hudek, Roman Dzida, Robert Rozmus,
- 2008 – Sławomir Krok (22 maja 2008), Jarosław Hawrylewicz, Agnieszka Kiela-Pałys (23 maja 2008),
- 2009 – Anna Barańska – pierwsze polskie wejście kobiece od strony północnej.
Cała społeczność akademicka
Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu
gratuluje oraz życzy dalszych sukcesów :)
Poniżej rozmowa przeprowadzona z Danielem Mizerą na początku kwietnia, tuż przed wyjazdem na wyprawe.
1. Co spowodowało, że zająłeś się wspinaczką ?
Nie ma jednej krótkiej odpowiedzi na to pytanie. Od dziecka kocham góry, a to że do 6 roku życia mieszkałem w schronisku górskim na Kalatówkach ułatwiło mi kontakt z nimi i zaowocowało nierozłączna więzią. Jeszcze jako malec poświęcałem wolny czas na spacerach po pobliskich stokach. Do szkoły miałem godzinę drogi, a z powrotem było jeszcze ciężej – bo pod górę. Miłość do gór wyssałem z mlekiem matki ponieważ większość szczytów jakie zdobywam, a wszystkie, jeśli chodzi o koronę Ziemi, zdobywam razem z Nią. Już w wieku niespełna 16 lat osiągnąłem szczyt Mont Blanc. Góry budzą we mnie respekt i podziw. Stałość i piękno któremu nie jestem się wstanie oprzeć. Gdy na nie wchodzę czuje że jestem zdany tylko na siebie. Nieważne jest czy wspinam się sam czy w grupie liczy się tylko przyjemność z doceniania trudów drogi. Wspierają mnie tylko marzenia by dotrzeć na szczyt pogratulować sobie w duchu i zejść. Poczekać, aż rany się zagoją, zapomnieć ile wysiłku mnie to kosztowało i znowu wejść.
2. Co jest Twoim największym dotychczasowym osiągnięciem ?
Miałem ich sporo choć trudno je porównywać bo wiele z nich jest zupełnie różna. Trudno ocenić co jest ważniejsze, puchary narciarskie czy te zdobyte na macie w judo, a może za łyżwiarstwo. Myślę, że wszechstronność sportowa to moje największe osiągnięcie.
Wraz z kolejnymi wyzwaniami postrzeganie osiągnięć zmienia się. Gdy wrócę z wyjazdu 10 czerwca powiem że moim największym osiągnięciem jest zdobycie Everestu ( jeśli mi się to uda ), kiedy za kilka lat uda mi się zdobyć koronę Ziemi powiem, że to jest moje największe osiągniecie, a kiedy napisze książkę znów zmienię zdanie. Kiedy urodzą mi się dzieci ( to musi się udać ) wtedy też powiem co innego. Lecz zapytany teraz o zdanie powiem, że jest to miłość. Jestem już ponad 10 lat z tą samą kobietą i to dla mnie jest największym osiągnięciem.
3. Kto albo co inspiruje Ciebie do kolejnych wypraw ?
Nie potrzeba mi inspiracji bym chciał się wspinać bo wtedy robię naprawdę to co kocham. Ograniczają mnie jak zapewne każdego śmiertelnika możliwości finansowe. Dlatego w przyszłości gdy wrócę do ojczystych stron będę pragnął dostać się do TOPRU by nie tylko spełniać własne chęci przemierzania szlaków, ale pomagać, a nawet ratować innych. Oczywiście to wszystko jako hobby. Rodzinę będę utrzymywał z bycia księgowym.
Inspiracji mi nie brakuje ,ale czasem gdy jest naprawdę źle, gdy jestem odcięty od świata i wiem że czeka mnie długa przeprawa, nieprzespane noce, zimno i brak tlenu wtedy zwracam się z prośbom do świętej pamięci Ojca i proszę go o pomoc, rozmawiam z nim i zawsze mi pomaga.
4. Jakie momenty są najtrudniejsze podczas wyprawy ? Czy dużo myślisz o rodzinie, bliskich czy raczej koncentrujesz się na tym co przed Tobą ?
Gdy ma się tyle czasu na myślenie to nawet gdy się unika myśli o rodzinie to prędzej czy później zawsze się do nich wraca, ale mi to pomaga mam zalaminowane zdjęcia, które biorę na wyprawę i wspierają mnie one na duchu. Podczas bardzo sporadycznych kontaktów z bliskimi w trakcie wyprawy (np. przez telefon satelitarny) proszę by nie informowali mnie o złych i przygnębiających rzeczach . Gdy jest się w miejscu gdzie człowiek każdego ranka stara się wycisnąć z siebie resztki energii by dotrzeć do kolejnego obozu to każda zła wiadomość może wywołać u niego załamanie nerwowe, które jest bardzo niebezpieczne i łatwiej o nie podczas tego rodzaju wypraw.
5. Jak wygląda przygotowanie do wyprawy ?
Za każdym razem inaczej bo i góry nie są takie same. Każda jest zgoła inna.. Inaczej się trzeba do nich dopasować- przygotować począwszy od treningów przygotowawczych skończywszy na sprzęcie i odżywianiu.
Obecnie przygotowuje się do wyprawy jak wspominałem na Everest sprzęt już dawno mam skompletowany zostały mi tylko drobne rzeczy do nabycia. Część sprzętu kupuje się na miejscu by nie płacić za nadbagaż. Po zejściu część sprzętu rozdaje lub wymieniam na ciekawe fanty. Jeśli chodzi o treningi to do tej wyprawy zacząłem ćwiczyć wiele miesięcy wcześniej. Najpierw robiłem jeden trening dziennie ( godzinny bieg bez zatrzymania, wspinaczka na ściance min. 1h.30 min. , pływanie 45 min. bez zatrzymania lub siłownia, mam na niej określony układ ćwiczeń ). Od Sylwestra przeszedłem na tryb dwóch treningów dziennie rano zawsze biegam ,a wieczorem do wyboru wspinaczka , siłownia, basen. Nie będę wdawał się szczególnie w tajniki diety by zbytnio nie zanudzać, nadmienię tylko że specjalnie do tego wyjazdu przybrałem na wadze aż 8 kilo. Zawsze jak jechałem na wyprawę ważąc tyle co zwykle to wracałem niczym szkielet. Teraz może wrócę normalny.
6. Opowiedz w kilku słowach o swojej kolejnej wyprawie: gdzie ? z kim ? kiedy ?
Everest od 01. maja do 10 czerwca z grupą prowadzoną przez Rosjan. Wiem tylko tyle ,że razem ze mną i moją mama będzie brał w niej udział jeszcze jeden Polak.
7.Wyprawy są raczej drogie jak je finansujesz ?
Tajemnica.
8. Co możesz poradzić początkującym, o czym warto pamiętać.
Przede wszystkim należy pamiętać o bezpieczeństwie, które łatwo zgubić pochopnym podejmowaniem decyzji i złym przygotowaniem. Spotkałem się z wieloma takimi przypadkami nawet w Tatrach. W Alpach na moich oczach dwójka Polaków schodzących z Mont Blanc zabiłaby się bo szli bez raków i nie byli przypięci do liny. Uratował ich łut szczęścia. Takich obrazów mam w pamięci mnóstwo.
Poza tym jeśli nie ma się przewodnika to należy samodzielną wspinaczkę połączyć z stopniowym rozwijaniem skali trudności zdobywanych szczytów.
Gdy ma się wprawę, bardzo dobrze opanowało się narciarstwo lub snowboard to najlepsza jest jazda na dziko z ulubioną muzą w uszach i przy pięknej pogodzie. To właśnie jest mój sposób na wolność wtedy przeżywam duchowe uniesienie i czuję niezbędną adrenalinę. Latem zeszłego roku zacząłem eksperymentować z paralotniami. Ukończyłem drugi poziom szkolenia ( z dwóch możliwych). Dzięki temu mogę szybciej , wygodniej i milej polecieć.
Dla początkujących miłośników gór mam tylko kilka prostych rad. Chodzić po górach jak najwięcej bo tak się zdobywa doświadczenie, mieć naładowany telefon, dobry sprzęt oraz zawsze przy sobie uśmiech i używać go niezwykle często.
Życzymy więc samych dobrych wiadomości dla Ciebie i od Ciebie.
Rozmawiał D.H.
(Pan Daniel Mizera jest absolwentem studiów licencjackich
w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu, aktualnie student
studiów magisterskich, specjal. doradztwo finansowe)
Galeria aktualnych zdjęć z wyprawy
W 2009 roku Daniel Mizera zdobył już najwyższy szczyt Ameryki Północnej, McKinley (6194 m n.p.m.), położony w górach Alaska (USA). McKinley zbudowany jest ze skał krystalicznych (głównie granitów i łupków krystalicznych). Jego masyw pokryty jest wiecznym śniegiem i lodowcami, a największy z nich - o długości ok. 50 km - to lodowiec Muldrow. Względem otaczających go dolin występuje u jego stoków jedna z największych deniwelacji na świecie - ponad 5 kilometrów.

Po raz pierwszy szczyt został zdobyty w 1913 roku. Nazwa na cześć amerykańskiego prezydenta Williama McKinleya, Denali to tradycyjna indiańska nazwa góry. Obecnie masyw McKinleya objęty jest Parkiem Narodowym Denali. Z uwagi na fakt, że jest to najwyższy szczyt Ameryki Północnej, wchodzi on w skład tzw. Korony Ziemi.
Pierwszym Polakiem na szczycie McKinley był Marek Głogoczowski, który zdobył górę w 1970 r.
Poniżej przedstawiamy pamiątkowe zdjęcia:
"...idziemy o zakład że pierwszym Polakiem na Marsie będzie absolwent Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu..."
Opublikowane: (25/06/10)
e-Dziekanat
e-Learning
Forum
1: Polski
,








